Zgodnie z tym, co wspomniałam w poprzedniej notce, wpadłam po południu na pocztę, coby odebrać moją tajemniczą, zawizowaną przesyłkę. Tajemniczą, bo spodziewałam się w najbliższym czasie dwóch różnych. Rzut oka na adres nadawcy i już wiedziałam, że to ta z nich, której się spodziewałam już od pewnego czasu i że... właśnie moja skromna kolekcja powiększyła się nie o jedną, ale o dwie nowe panny.
Rudy Królik uznała, że te laleczki - obie przedstawiające główną bohaterkę kultowej "Sailor Moon" aka "Czarodziejki z Księżyca" - mimo sympatii do anime nie bardzo ją kręcą i postanowiła puścić je w świat. "Świat" oznaczał w tym wypadku mnie. Wszak nie bez powodu człowiek wstawił sobie na blogu w widocznym miejscu wishlistę, a w niej dużymi literami "wszelkie lalki z Sailor Moon chętnie przyjmę" ;D Tak dziewczyny prezentowały się u poprzedniej właścicielki, która je ogarnęła i wystylizowała, a jak wyglądają u mnie, zobaczycie za chwilę. Na fotkach nienajlepszej jakości, ale wybaczcie - cieszę się nimi jak dziecko. Trudno mi się chyba dziwić. Właśnie dzieckiem będąc marzyłam o takiej lalce, ale ze względów finansowych rodzice nigdy nie mogli sobie pozwolić na kupienie mi którejś. No to sobie teraz odbijam.
O ile identyfikacja pierwszej nie sprawiła mi żadnego problemu - to lala niemieckiej firmy Igel, której egzemplarze ma kilku zaprzyjaźnionych zbieraczy - o tyle druga zadała mi bobu. Wygląda na to, że jest składaczkiem z główki japońskiej lalki od Bandai (tudzież jej klona) i niezidentyfikowanego ciałka pseudobaśkowego, bo nie znalazłam w Internecie zdjęć żadnej plastikowej Sailorki, która miałaby tak zgięte w łokciach ręce. Stąd też różnica w kolorze pomiędzy głową a resztą. Obie straszą pozostałościami po diademach w formie dziur w czole, z tym, że druga ma je mniejsze, wyżej umieszczone i idealnie zakryte gęstą grzywką. Ogólnie jestem wręcz zachwycona stanem włosów obydwu. Słyszałam sporo, zwłaszcza w przypadku igelowskiej, że ze względu na kiepski materiał potrafią się mocno kołtunić i niszczyć. A tak to tylko grzywka pierwszej trochę straszy póki co.
Mimo wszystko uważam, że mają swój urok i po paru zabiegach, których wymagają ze względu na swoje "zleżenie" będą ozdobą zarówno mojego zbioru lalek, jak i kolekcji sailorkowych gadżetów, które nadal posiadam i którymi się szczycę jako stara Moonie :D
Chociaż muszę cichutko przyznać, że buzia drugiej urzeka mnie zdecydowanie bardziej.
Zdaje się, że marynarski mundurek Niemki to trochę tylko 'podpicowany' oryginalny strój, włącznie z takim słodkim detalem jak mikroskopijna broszka bodaj z serii R:
Oczywiście Rudy Królik zadbała, aby i składaczkowej nie było smutno, więc ma swoją, 'ekonomiczną' wersję:
Ogólnie cały jej customowy strój inspirowany jest sekwencją transformacji z pierwszej serii i chociaż wygląda bardzo ładnie, to obawiałam się, czy tasiemka i klej nie weżrą się z czasem w plastik, który - nie oszukujmy się - szałowej jakości nie jest. Ale teraz, gdy wiem, że to ciałko nie jest oryginalne, zastanawiam się nad poszukaniem jej nowego i zostawieniu tego tak, jak jest.
Aha, trzeba też wspomnieć o czymś jeszcze - dwie Usy nie przyjechały w kopercie same.
Dostałam jeszcze przesympatyczny dodatek w formie sailorkowych breloczków. Może trochę są 'ściorane' przez czas, ale to sailorkowe breloczki, w dodatku okropnie urocze. Mój wewnętrzny dzieciak ucieszył się jak dawno się nie cieszył i do tej pory lekko nie ogarnia. Mam sailorkowe lale. MAM SAILORKOWE LALE, O MATKO BOSKA.
Wielkie "dziękuję", Rudy Króliku! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sailor Moon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sailor Moon. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 września 2013
niedziela, 21 sierpnia 2011
Sailor Moon & Tuxedo Kamen - Bandai (1993)
Dzisiaj będzie coś trochę innego, bo bynajmniej nie z dzieciństwa. W zabawki opisane tutaj zaopatrzyłam się dopiero w wieku późnonastoletnim, w dodatku trochę... przypadkowo ;)
Jako wieloletnia miłośniczka anime "Sailor Moon" (znanego u nas jako "Czarodziejka z Księżyca") z zainteresowaniem oglądam w Internecie wszelkie rodzaje gadżetów wyprodukowanych w związku z tą serią. Powiem wam jedno. Japońce mają rozmach. Jeśli macie dość kasy i cierpliwości (na sprowadzanie czegoś wprost z Kraju Kwitnącej Wiśni), to możecie dostać dosłownie wszystko, co sobie sailorkowego wymarzycie. Jak nie w oficjalnych produktach, to wśród bootlegów. Czasem jakiś minimalny ułamek tego stuffu można znaleźć na Allegro. Dlatego pomyślałam, że jak trafię coś ładnego w rozsądnej cenie, to wezmę. I wzięłam.
Zaczęło się od figurki Sailor Moon, kupionej chyba za 12 złotych w 2007 roku, zdaje się. Ta sama osoba wystawiła także Sailor Mars i Sailor Venus w podobnych cenach i nawet mi proponowała, czy bym nie wzięła, ale ja - głupia! - nie wiedzieć czemu nie chciałam. Pewnie dlatego, że wtedy jeszcze nie planowałam zbierania. A gdy potem zostały po raz drugi wystawione, a ja się opamiętałam i chciałam je wylicytować, jakaś szalona baba podbiła cenę do prawie stu złotych (czujecie to? Sto i to za jedną, a zaczynało się od dwunastu. Chore), tak więc musiałam dać sobie spokój. Wprawdzie po roku znalazłam figurkę Tuxedo Kamen w zbliżonej cenie, ale tamtej okazji nie mogę sobie darować. Zwłaszcza, że od tamtego czasu nie udało mi się znaleźć żadnej figurki z tej serii na Allegro. Co najwyżej w zestawie z zamkiem, który osiąga jeszcze bardziej horrendalne ceny (niekiedy i po 3 stówy schodzi).
Była historia, teraz trochę teorii. Posiadane przeze mnie figurki pochodzą z serii wyprodukowanej przez japońską firmę Bandai w roku 1993. Mają około 6 centymetrów wysokości i reprezentują postacie w wersji Super Deformed: małe, drobne ciała oraz duże główki i oczka. Oprócz Sailor Moon, Sailor Mars, Sailor Venus i Tuxedo Kamen dostępne były figurki Usagi w cywilnej formie, Księżniczki Serenity, Księcia Endymiona, Sailor Jupiter, Sailor Mercury, Naru (przyjaciółki Usagi), Chibiusy oraz dwóch kotów - Luny i Artemisa.
Warto wspomnieć, że niemal identyczne figurki rozprowadzała w Ameryce na oficjalnej licencji firma Irvin Toys. Różnice zdaje się tkwią w kolorach, np. amerykański Tuxedo ma czarny strój, podczas gdy japoński - ciemnoniebieski. I jakby mordki jakieś brzydsze mają te irvinowskie...Ponadto mam wrażenie, że są wykonane z gorszego materiału, ale pewności nie mam.
Podobne figurki (a także oparte na tych samych formach breloczki) sprzedawane były także w innych państwach, m.in. we Włoszech, niestety nie jestem w stanie przytoczyć bliższych szczegółów.
Moje, jak mniemam, są oryginalne. Obie mają z tyłu sygnaturę: znak copyright, "T.K.T.T B." i "China". Nie wiem, co to znaczy, ale może jakiś znawca tu trafi i mi wytłumaczy, więc na wszelki wypadek piszę :D
I wreszcie to, co tygryski lubią najbardziej: fotki ;)
Dotychczas myślałam, że sailorka ma niedomalowane spinki we włosach (oryginalne miały białą obwódkę), ale teraz widzę, że to zamierzone posunięcie, a nie wpadka producentów ;)
Na zdjęciach tego nie widać, ale niestety lewy kucyk Sailorki wygląda na oderwany i ponownie przyklejony. Po jakości łączenia mniemam, że to błąd fabryczny. Co nie umniejsza wartości tej figurce, oczywiście. Jak łatwo zauważyć, Bandai zadbało o detale - broszka ma nadrukowany wzór gwiazdki identyczny jak u pierwowzoru, a u szczytów butów maleńkie półksiężyce. Tuxedo, chociaż lekko poplamiony, wcale nie jest gorszy. Ma dokładnie odwzorowane wszystkie guziczki na marynarce i muszkę przy kołnierzyku koszuli.
Eeeech. Aż zajrzę na Allegro, bo a nuż widelec ktoś rzucił na sprzedaż następne.
Jako wieloletnia miłośniczka anime "Sailor Moon" (znanego u nas jako "Czarodziejka z Księżyca") z zainteresowaniem oglądam w Internecie wszelkie rodzaje gadżetów wyprodukowanych w związku z tą serią. Powiem wam jedno. Japońce mają rozmach. Jeśli macie dość kasy i cierpliwości (na sprowadzanie czegoś wprost z Kraju Kwitnącej Wiśni), to możecie dostać dosłownie wszystko, co sobie sailorkowego wymarzycie. Jak nie w oficjalnych produktach, to wśród bootlegów. Czasem jakiś minimalny ułamek tego stuffu można znaleźć na Allegro. Dlatego pomyślałam, że jak trafię coś ładnego w rozsądnej cenie, to wezmę. I wzięłam.
Zaczęło się od figurki Sailor Moon, kupionej chyba za 12 złotych w 2007 roku, zdaje się. Ta sama osoba wystawiła także Sailor Mars i Sailor Venus w podobnych cenach i nawet mi proponowała, czy bym nie wzięła, ale ja - głupia! - nie wiedzieć czemu nie chciałam. Pewnie dlatego, że wtedy jeszcze nie planowałam zbierania. A gdy potem zostały po raz drugi wystawione, a ja się opamiętałam i chciałam je wylicytować, jakaś szalona baba podbiła cenę do prawie stu złotych (czujecie to? Sto i to za jedną, a zaczynało się od dwunastu. Chore), tak więc musiałam dać sobie spokój. Wprawdzie po roku znalazłam figurkę Tuxedo Kamen w zbliżonej cenie, ale tamtej okazji nie mogę sobie darować. Zwłaszcza, że od tamtego czasu nie udało mi się znaleźć żadnej figurki z tej serii na Allegro. Co najwyżej w zestawie z zamkiem, który osiąga jeszcze bardziej horrendalne ceny (niekiedy i po 3 stówy schodzi).
Była historia, teraz trochę teorii. Posiadane przeze mnie figurki pochodzą z serii wyprodukowanej przez japońską firmę Bandai w roku 1993. Mają około 6 centymetrów wysokości i reprezentują postacie w wersji Super Deformed: małe, drobne ciała oraz duże główki i oczka. Oprócz Sailor Moon, Sailor Mars, Sailor Venus i Tuxedo Kamen dostępne były figurki Usagi w cywilnej formie, Księżniczki Serenity, Księcia Endymiona, Sailor Jupiter, Sailor Mercury, Naru (przyjaciółki Usagi), Chibiusy oraz dwóch kotów - Luny i Artemisa.
Warto wspomnieć, że niemal identyczne figurki rozprowadzała w Ameryce na oficjalnej licencji firma Irvin Toys. Różnice zdaje się tkwią w kolorach, np. amerykański Tuxedo ma czarny strój, podczas gdy japoński - ciemnoniebieski. I jakby mordki jakieś brzydsze mają te irvinowskie...Ponadto mam wrażenie, że są wykonane z gorszego materiału, ale pewności nie mam.
Wersja Bandai (zdjęcia stąd)
Wersja Irvin Toys (zdjęcie stąd)
Podobne figurki (a także oparte na tych samych formach breloczki) sprzedawane były także w innych państwach, m.in. we Włoszech, niestety nie jestem w stanie przytoczyć bliższych szczegółów.
Moje, jak mniemam, są oryginalne. Obie mają z tyłu sygnaturę: znak copyright, "T.K.T.T B." i "China". Nie wiem, co to znaczy, ale może jakiś znawca tu trafi i mi wytłumaczy, więc na wszelki wypadek piszę :D
I wreszcie to, co tygryski lubią najbardziej: fotki ;)
Dotychczas myślałam, że sailorka ma niedomalowane spinki we włosach (oryginalne miały białą obwódkę), ale teraz widzę, że to zamierzone posunięcie, a nie wpadka producentów ;)
Na zdjęciach tego nie widać, ale niestety lewy kucyk Sailorki wygląda na oderwany i ponownie przyklejony. Po jakości łączenia mniemam, że to błąd fabryczny. Co nie umniejsza wartości tej figurce, oczywiście. Jak łatwo zauważyć, Bandai zadbało o detale - broszka ma nadrukowany wzór gwiazdki identyczny jak u pierwowzoru, a u szczytów butów maleńkie półksiężyce. Tuxedo, chociaż lekko poplamiony, wcale nie jest gorszy. Ma dokładnie odwzorowane wszystkie guziczki na marynarce i muszkę przy kołnierzyku koszuli.
Eeeech. Aż zajrzę na Allegro, bo a nuż widelec ktoś rzucił na sprzedaż następne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)