Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 listopada 2021

Temperówki różne, stare i nowsze

Ostrzegałam, że ten mój cały powrót do pisania tutaj może nie mieć nic wspólnego z regularnością - i jak widać niewiele się pomyliłam...

(Swoją drogą wiecie, że poprzedni post był setnym w dziejach bloga? Taka ciekawostka.)

Większość mojej wieloletniej kolekcji temperówek pokazałam prawie dekadę temu w tym poście. Ale oczywiście na zdjęciach zabrakło pomniejszych nowszych modeli, kilku "z epoki" trzymanych w innym miejscu oraz paru egzemplarzy, które przypadkowo nabyłam dużo, duuużo później. Tak się złożyło, że w moim fotograficznym archiwum udało mi się znaleźć parę zdjęć tych wszystkich pominiętych strugaczek i myślę, że idealnie nadadzą się na osobny wpis.

Zdjęcie ze stycznia 2011 roku. Oto wyjątek od reguły, bo temperówka-telewizorek z lat 80. pojawiła się wśród całego zbioru w linkowanym wpisie. Ale tutaj mamy niezłe zbliżenie, które lepiej oddaje jej aktualny stan. Takie "strugawki" robiła Spółdzielnia Rzemieślnicza "Otwock", znana również jak producent PRLowskiej "polskiej Barbie", czyli nienachalnie urodziwej Lizy. Ta konkretna temperówka, dostana po starszej kuzynce, oryginalnie posiadała inny obrazek - taki, jak na tym egzemplarzu widzianym kiedyś na Allegro. Niestety rozsypała się w pewnym momencie tak dokumentnie (nie jestem pewna, czy nie za sprawą intensywnej zabawy dwóch kolejnych kilkuletnich dziewczynek), że moja mama postanowiła ją uratować jak i czym się dało, używając w miejscu nie nadającej się już do niczego oryginalnej grafiki sfatygowanej ulotki od mojego pierwszego zestawu Lego. No cóż, pierwotny efekt trójwymiarowości przepadł - ale za to moje lalki mogły oglądać filmy o prawdziwych piratach, ahrrrr!



Zdjęcia z marca 2017. Przybory szkolne z wodą i brokatem - linijki, temperówki etc. - były ostatnim krzykiem dziecięcej mody na przełomie tysiącleci. Nic więc dziwnego, że gdy w trzeciej czy czwartej klasie podstawówki zobaczyłam taką u koleżanki, od razu zapragnęłam mieć podobną. A czemu kupiłam aż dwie? No cóż. Gdy za pierwszym razem odwiedziłam sklep papierniczy, w którym je sprzedawano, nie było różowego modelu z muszelką, który mi się marzył, więc wzięłam jaki był, czyli ten zielony z rozgwiazdą. Upragnioną wersję dokupiłam jakiś czas później. Obie temperówki leżały osobno, w szufladzie biurka, poza pudłem z całą kolekcją, bo przez parę ładnych lat były normalnie używane. Wody troszeczkę z nich wyparowało, ale jak widać nadal piękne. Tylko tamtego sklepu już nie ma - od co najmniej 2012 roku sprzedają w tym miejscu ubrania.


Zdjęcia z lutego 2015 i mniej więcej wtedy te trzy cudaczki wpadły mi w ręce. Bodaj w tym samym sklepiku "wszystko za 5 złotych", w którym jakiś rok wcześniej zdobyłam pokazywane na blogu puszki-strugaczki z bohaterami "Włatców móch". Ale miałam i nadal mam niejasne wrażenie, że sam model może być duuuużo starszy. Starczy wspomnieć, że to dokładnie taki sam styl temperówek, jak zebrana w latach 90. większość mojej kolekcji: czyli gumowa figurka ze strugawką w podstawie. W dodatku misiaki-absolwenci są uderzająco podobni do dostępnej w obiegu za czasów mojego dzieciństwa serii, do której należy między innymi posiadana przeze mnie misiowa panna w fartuszku i spotkany na Allegro miś-kucharzyk. Co robiły fabrycznie nowe temperówki na modłę lat 90. w 2015 roku? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, ale fajnie, że je mam.
Gościnnie na zdjęciu wystąpili miniaturowa TARDIS w swoim pudełku oraz dinozaur znaleziony przypadkowo na poboczu w drodze na działkę. Mały plastikowy gad miał trafić do mojego siostrzeńca ciotecznego, ale najpierw młody był za mały na taką figurkę, a potem tak się ociągaliśmy z przekazaniem mu znajdy, że nie wiadomo kiedy zrobił się na nią chyba ciutkę za duży...

(Tak. Nie powycierałam kurzy do zdjęcia. Cóż, nie przewidywałam, że kiedyś pójdą do internetów.)

poniedziałek, 4 maja 2015

Strawberry Shortcake (1980)

Nie mam czasu na lalki.
To widać, skoro od końca lutego nie raczyło się tutaj nic pojawić. A ostatni konkret w postaci faktycznego egzemplarza to łuuuu... w styczniu.

Powodów może być parę. I zapewne jest. Nigdy nie ukrywałam, że mam wiele naprawdę różnorakich zainteresowań i nad mało którym hobby potrafię się skupić porządnie na dłużej. Najczęściej prędzej czy później zaczynam się nudzić. Słabsze osobniki odpadają, jak to mówią niektórzy. Lokalne lumpy biednieją - poza nielicznymi przybytkami trudno jest upolować jakieś sensowne ciuchy, że o innych rzeczach już nie wspomnę. Częściej wolę wydać kasę na płytę albo coś fajnego do ubrania niż na kawałek plastiku. A i są inne rzeczy, które pozwolę sobie przemilczeć, ale niektórzy pewnie wiedzą, what I mean.

Tak czy siak jakoś po Nowym Roku swoje podwoje otworzył świeży second hand we Wrocku, który jako jedyny bodaj łamie złą passę, bo notorycznie wynoszę stamtąd ledwie używane ciuszki, portfele z Dalekami, a w marcu nawet jakąś pannę...



W takim była mniej więcej stanie, gdy ściągnęłam ją z usłanej zabawkowym stuffem wszelkim półki. Na początku trochę nie dowierzałam, odłożyłam ją na miejsce, przeszłam się znowu po sklepie, wróciłam, zgarnęłam i poszłam do kasy. Przecież nie codziennie trafia Ci się vintage we własnych ciuchach za psie pieniążki, czytaj 2 złote.
Bo szybko się zorientowałam, z kim mam do czynienia. Strawberry Shortcake, u nas znana dzięki kreskówkom jako Truskawkowe Ciastko. Zabawka, która jak wiele z tych z lat 80. zaczęła od bycia motywem drukowanym na pocztówkach, który spodobał się na tyle, że potem - w tym przypadku w 1979 roku - przeszedł do innych mediów. I, co więcej, mimo przerw trzyma się jako marka do tej pory. Chociaż producentów zmienia: od Kennera poprzez Bandai aż po Hasbro (więcej szczegółów tutaj). Już mając swój egzemplarz w ręku, po krótkim przeglądzie Sieci, dzięki tej zacnej stronie rozpoznałam w nim model z drugiej fali z 1980 roku. Mimo pewnych wątpliwości, że może to jednak być o rok późniejsza lalka z serii ze zwierzątkami. Te rozwiało uważniejsze przyjrzenie się zdjęciom nierozpudełkowanych albo ledwo-co-rozpudełkowanych Truskawek - starsza ma malunek twarzy zrobiony czerwoną farbką tak, jak moja, nowsza zaś pomarańczową.

Fotki podkradzione stąd i stąd.

Tyle w tym pozytywu, że do kompletności brakowało mi tylko butów i grzebyka, a nie butów, grzebyka i kotka :P
Nie wiedzieć, czemu - może z tej radości, co to ja zdybałam właśnie - nie zwróciłam większej uwagi na stan fryzury wygrzebanego skarbu. Pomacałam i optymistycznie założyłam, że pod naciągniętą na głowę czapeczką panienka ma wszystkie włosy. Rzeczywistość okazała się być mniej różowa, że tak zażartuję.



Przypuszczam, że Kenner raczej takiej fuszerki by nie odwalił i ktoś nieszczęsnej lalce włosy po prostu wyskubał. Być może z pomocą grzebyka, który pierwotnie posiadała. Podczas odświeżania Truskawki spróbowałam jakoś opanować to, co pozostało, korzystając z faktu, że skoro do tej pory czapeczka idealnie kryła łysinkę, to równie dobrze może robić to dalej.




Oryginalnie lalki Strawberry Shortcake z tej serii pachniały różnymi owocami lub też słodyczami, każda zgodnie ze swoim imieniem. Biorąc pod uwagę, że mamy tu takie postacie, jak - w moim bardzo wolnym tłumaczeniu - Jabłkowa Kluska, Borówkowa Babeczka, Jagodowy Placek, Cytrynowa Beza, Malinowa Tarta, Morelka czy Kwiat Pomarańczy, to... cóż, musiało być słodko. Domniemuję, bo na moim egzemplarzu nie zachowało się choćby niuchnięcie. Tylko typowy szmateksowy smrodek. Bleh. Jedyne pachnidło o woni zbliżonej do truskawkowej, jakie posiadałam wówczas pod ręką, to poziomkowe mydło w płynie. Nie do końca pomogło.
Jak widać na ostatnim powyższym obrazku, ciałko nie jest szczególnie skomplikowanej budowy, a upływ czasu stosunkowo szpetnie odbarwił tułów. Z ciekawostek dodam, że na podeszwach stóp znajdują się niewidoczne na zdjęciu otwory. Czy mają coś wspólnego z butami czy raczej z procesem produkcyjnym - tego nie wiem i pewnie się nie dowiem.

A tak Truskawkowe Ciastko wygląda po odszczurzeniu:



Chociaż fartuszek sukienki gdzieniegdzie się przeciera, a rajtuzki są lekko odbarwione i wyciągnięte na palcach, nie mogę narzekać. To naprawdę wdzięczna mała laleczka i nawet bez butów absolutny must-have dla każdego miłośnika lat 80. Czy to w kwestii zabawek, czy w ogóle.



Panienka ma pewien detal, który mnie absolutnie urzekł, a mianowicie zaokrąglone dłonie z uroczo wyprostowanym małym paluszkiem u tej prawej. Ten szczegół pomaga w identyfikacji, bo pierwsza generacja z 1979 miała dłonie proste...






Truskawka to trzecia w moim zbiorze lalka wyprodukowana w mojej ulubionej dekadzie i druga pod względem starszeństwa w ogóle - chociaż w ogóle nie wygląda na swoje 35 lat ;) Wyprzedza ją starsza o 4 wiosny Ballerina Barbie, tuż za nią plasują się zaś Rainbow Brite i Aja z serii Jem and the Holograms, młodsze kolejno o 3 i 6 lat. Może i to nie jest za wiele, ale jak dla mnie w sam raz. Swoją drogą niezły przekrój zabawkarskiej mody tamtych lat to daje.


A biorąc pod uwagę nadejście wiosny i pojawienie się na moim balkonie kwiatów w kolorze pasującym do truskawkowego kaszkietu, żegnam was takim oto obrazkiem ;D

niedziela, 28 września 2014

Jarmark Staroci 2014

Tradycji musiało stać się zadość - kolejny rok z rzędu przynoszę masę zdjęć z mojej ulubionej wrześniowej jeleniogórskiej imprezy. Przy okazji też, jak się okazało, tym razem jedynej sensownej jeleniogórskiej imprezy, ale to już temat na ewentualną inną dyskusję na innym blogu.

Z góry przepraszam Astroni, której od tej ilości obrazków modem skiśnie - bo nawet po odrzuceniu tego, co niezabawkowe, zostało około 30 sztuk.































Niestety ponownie moje łowy były skromne. Piszę "ponownie", bo jakoś tak się składa, że od paru lat zawsze przynoszę tylko z Jarmarku tylko jedną rzecz, podczas gdy niegdyś bywało tego znacznie więcej. W tym roku skończyło się na klasycznym, malutkim wydaniu "Bromby i innych" Macieja Wojtyszki, które w przeciwieństwie do reedycji przed paru lat a) da się włożyć do torebki, b) ma ładne ilustracje.
Lalkowo... raczej nuda. Głównie współczesne Barbie, trochę Disneyowskich księżniczek, czasem jakaś Monsterka, a najwięcej to i tak klonów xD Trudno jednak spodziewać się czegoś innego po dzieciach wyprzedających niepotrzebne rzeczy. Gdzieś mignęła mi Steffi starszego typu, ale że to nie moje poletko zainteresowań, pozostała na straganie. U kogoś innego widziałam nowszą Baśkę wciśniętą w sukienkę od Totally Hair Barbie i chociaż początkowo zrezygnowałam - bo kiecka jedna z fajniejszych, ale po co mi reszta - po jakimś czasie zdecydowałam się wrócić i zaproponować kupienie samego wdzianka za cenę lalki (każdy by na to poszedł, dam głowę, że każdy), ale młodych sprzedających już nie zastałam. No cóż, no cóż, no cóż. Jak to mawiają - takie lajf.