I po wakacjach. Przynajmniej dla tych, co do szkoły idą, bo ja szczęśliwie mam jeszcze miesiąc spokoju :D Co nie zmienia faktu, że jak zwykle miałam mnóstwo planów przed, a po już tylko przekonanie, że większości nie wprowadziłam w życie. No cóż. W każdym bądź razie podczas szukania po szafach czegoś zupełnie innego trafiłam na zabawkę, która aż prosi się o pokazanie tutaj.
Tadąąąą.
Wszystko zaczęło się od tego, że daaawno temu w latach 90., wizytując koleżankę z podwórka, zobaczyłam wśród jej rzeczy nakręcane jeziorko z plastikowymi rybkami, które łapało się na wędki z magnesami. Spodobało mi się na tyle, że zaczęłam po cichu męczyć rodziców o coś podobnego. W końcu się udało, a ja czułam się całkiem dumnie - nie dość, że dostałam taką fajną zabawkę, to jeszcze moje, jak to nazywaliśmy, minirybki, miały nie jedno, a TRZY jeziorka.
Bawiliśmy się tym tak namiętnie w domu, aż plastikowa płytka podtrzymująca mechanizm pękła i tata musiał zastąpić ją metalową repliką, żeby znowu wszystko działało xD Poza tym obyło się bez większych uszkodzeń. Od jednej z trzech wędek odpadła "przynęta" z magnesem i trzeba było ją przyklejać na nowo taśmą (ot, takie chałupnicze dziecięce reperacje), a inna przepadła gdzieś totalnie. Szczęśliwie mniej więcej w tamtym czasie wraz z kupą zabawek po córce sąsiadki dostałam podobną, więc nie musiałam się martwić, a przynajmniej do czasu, dopóki się nie złamała w połowie. Eksploatacja i tutaj zrobiła swoje.
Poza tym całość zachowała się w dobrym stanie. NADAL DZIAŁA. W widoczny sposób wyblakły kolory na naklejkach, ale na plastiku nie. No i nie zgubiłam żadnej rybki ani też żadnej śrubki z pyszczka - to dzięki nim dają się łapać na wędkę ;)
Rybek jest 15, w dwóch wariantach kolorystycznych jak na zdjęciu powyżej. Żółtych z różowym jest siedem, fioletowych z zielonym osiem - te pierwsze zawsze traktowałam jak dziewczynki, a te drugie jak chłopców xD Ruchome mordki dodają ciekawy efekt, kiedy nakręci się całość - przez otworki w jeziorkach przesuwa się wtedy falisty bolec i rybki rozdziawiają pyszczki. Łatwiej je wtedy łapać, bo jak widać na fotkach w "wyjściowej" pozycji nie da się zbytnio wepchnąć im magnesów ;)
Tradycyjnie, jak to przy znaleziskach z dna szaf bywa, ciekawa jestem bardzo, kto poza mną bawił się niegdyś takim cackiem. A gdyby się jeszcze okazało, że ktoś miał taką samą gierkę, to już byłoby cudownie.
... a teraz idę złowić coś na obiad ;)