Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2020

Pseudo-powrót / Na wystawach, na witrynach (5)

4 lata później...

Nie traktujcie tego jak come back, bo pełnoprawnego, obawiam się, nie przewiduję. Bardziej chcę wykorzystać potencjał archiwalno-promujący, jaki nadal - mimo upływu czasu - ma ten blog.

Zaczniemy od całej sterty zabawkowych fotek z witryn, wystaw i innych takich, które kiszą się u mnie na dyskach od tych paru lat, a których nigdy nie upubliczniłam.



Sierpień 2014, urocze mechaniczne kotki od Honzhi Toys widziane w oknie jednej z jeleniogórskich księgarń.



Wrzesień 2012. Pluszowy kotek z piszczałką, kupiony dla mojego maleńkiego wówczas siostrzeńca ciotecznego. Dzisiaj chłopak chodzi już do podstawówki.



Luty 2015. Pluszowa królicza panna młoda nieznanej firmy.



Marzec 2016. Wyjątkowo rogaty baranek do przytulenia.


To tyle na początek. Oby dobry. Następną razą chyba uraczę was fotkami z mojego świętej pamięci starego telefonu, jednak te wymagają "delikatnych" poprawek ze względu na słabość sprzętu, dlatego... dlatego to następną razą.


wtorek, 2 września 2014

Na ryby

I po wakacjach. Przynajmniej dla tych, co do szkoły idą, bo ja szczęśliwie mam jeszcze miesiąc spokoju :D Co nie zmienia faktu, że jak zwykle miałam mnóstwo planów przed, a po już tylko przekonanie, że większości nie wprowadziłam w życie. No cóż. W każdym bądź razie podczas szukania po szafach czegoś zupełnie innego trafiłam na zabawkę, która aż prosi się o pokazanie tutaj.

Tadąąąą.


Wszystko zaczęło się od tego, że daaawno temu w latach 90., wizytując koleżankę z podwórka, zobaczyłam wśród jej rzeczy nakręcane jeziorko z plastikowymi rybkami, które łapało się na wędki z magnesami. Spodobało mi się na tyle, że zaczęłam po cichu męczyć rodziców o coś podobnego. W końcu się udało, a ja czułam się całkiem dumnie - nie dość, że dostałam taką fajną zabawkę, to jeszcze moje, jak to nazywaliśmy, minirybki, miały nie jedno, a TRZY jeziorka.



Bawiliśmy się tym tak namiętnie w domu, aż plastikowa płytka podtrzymująca mechanizm pękła i tata musiał zastąpić ją metalową repliką, żeby znowu wszystko działało xD Poza tym obyło się bez większych uszkodzeń. Od jednej z trzech wędek odpadła "przynęta" z magnesem i trzeba było ją przyklejać na nowo taśmą (ot, takie chałupnicze dziecięce reperacje), a inna przepadła gdzieś totalnie. Szczęśliwie mniej więcej w tamtym czasie wraz z kupą zabawek po córce sąsiadki dostałam podobną, więc nie musiałam się martwić, a przynajmniej do czasu, dopóki się nie złamała w połowie. Eksploatacja i tutaj zrobiła swoje.


Poza tym całość zachowała się w dobrym stanie. NADAL DZIAŁA. W widoczny sposób wyblakły kolory na naklejkach, ale na plastiku nie. No i nie zgubiłam żadnej rybki ani też żadnej śrubki z pyszczka - to dzięki nim dają się łapać na wędkę ;)



Rybek jest 15, w dwóch wariantach kolorystycznych jak na zdjęciu powyżej. Żółtych z różowym jest siedem, fioletowych z zielonym osiem - te pierwsze zawsze traktowałam jak dziewczynki, a te drugie jak chłopców xD Ruchome mordki dodają ciekawy efekt, kiedy nakręci się całość - przez otworki w jeziorkach przesuwa się wtedy falisty bolec i rybki rozdziawiają pyszczki. Łatwiej je wtedy łapać, bo jak widać na fotkach w "wyjściowej" pozycji nie da się zbytnio wepchnąć im magnesów ;)


Tradycyjnie, jak to przy znaleziskach z dna szaf bywa, ciekawa jestem bardzo, kto poza mną bawił się niegdyś takim cackiem. A gdyby się jeszcze okazało, że ktoś miał taką samą gierkę, to już byłoby cudownie.

... a teraz idę złowić coś na obiad ;)

niedziela, 17 marca 2013

Igłą i szmatką - reaktywacja

Wpis z serii: "dużo zdjęć, mało tekstu".
Bo po ostatniej krawieckiej podróży sentymentalnej coś mnie podkusiło, coby faktycznie spróbować teraz  udziergać coś dla baśkowatych. Mając trochę więcej doświadczenia itepe... Nie znaczy to oczywiście, że efekty nagle zrobiły się jakieś powalające xD


Marynarski topik i lekko odpadkowa torebka. Bluza powstała w oparciu o wykrój z książki "The Doctor Who Pattern Book" (znakomita pozycja dla wszystkich szyjących i robiących na drutach fanów DW), oczywiście sporo pomniejszony i ze względu na wielkość pozbawiony lamowania materiałem. Tak powinna wyglądać w oryginalnym rozmiarze, a jak wyszła mi na lalkę? No cóż, zobaczcie sami.
Prezentuje oczywiście kojarząca się z morzem Tropical Splash Barbie :)




Z racji faktu, że głowa nie bardzo chciała się którejkolwiek z moich lalek mieścić, zmuszona byłam dodać rozcięcie sznurowane na wstążkę. Ta na zdjęciach jest trochę za krótka i za sztywna, dlatego zamierzam w przyszłości zastąpić ją dłuższym kawałkiem jakiegoś sznureczka.





Julian nie jest zachwycony jakąś obcą babą na jego skrzyni :D
Całość jest bardzo luźna na tułowiu, ale za to dopasowana w rękawach. Z tego wnioskuję, że w przyszłości ewentualne 'ludzkie' wykroje trzeba będzie modyfikować na torsie...

Oryginalnie bluza miała jeszcze posiadać kieszonki, ale stwierdziłam, że to będzie za bardzo naciapane i zaimprowizowałam małą torebeczkę, którą zaprezentuje Stella.



Obawiam się, że jest bardziej udana od starannie składanego i dzierganego cały wieczór topu :D A ze ścinków to i poduszka wyszła. Śmieszna i krzywa, ale jednak.

Tak czy siak - pierwsze koty za płoty. Pora skombinować jakiś inny materiał niż obicie do mebli (bo właśnie do tego ten powyższy był u mnie w domu używany xD) i popróbować z typowo lalczynymi wykrojami. Jakaś sukienka może?

poniedziałek, 11 marca 2013

Igłą i szmatką

Nie tak dawno przy okazji opisywania Stelli rozgrzebałam całą zawartość sporego pudła, w którym mieszkają moje baśkowate, włącznie z kupą ubranek posiadanych od czasów, kiedy jeszcze używałam tego wszystkiego do zabawy (i teraz pewnie "tru kolekcjonerzy" by mnie zabili wzrokiem - tak, nie mam gabloty ani żadnych takich cudów, niemal wszystkie moje lalki, które nie mają własnych pudełek, siedzą w jednym wspólnym pozawijane w papierowe ręczniki. Hobby swoje, a życie swoje, niestety lub stety). Część garderoby - tej "odziedziczonej" - pokazałam razem ze Stelką. Ale i jest kilka sztuk z czasów, kiedy w wieku lat dwunastu czy trzynastu przyjrzałam się temu, co udziergała mama/ciotka, wzięłam skrzynkę z akcesoriami do szycia i powiedziałam sobie: "Ja też tak umiem".

Nie oszukujmy się, nie umiałam. To znaczy dobre chęci były, z umiejętnościami trochę gorzej xD Jedyny pozytyw całej tej sytuacji był taki, że bardzo skromna szafa moich lalek trochę się powiększyła. Tym bardziej, że nie mieliśmy w domu jakiegoś zwyczaju kupowania ubranek dla fashion dolls. Nawet tych tanioch kioskowych. A i chyba w pewnym momencie przestały się aż tak licznie pojawiać...

Tak więc panie i panowie, oto pokaz moich dawnych, krawieckich faili. Prezentują Betty, Stella i Skipper.


Spodenki-nibyrybaczki. Zaprezentowane już wcześniej przy okazji tych zdjęć. Uszyte, jak wspomniane w notce, ze ścinków po skróceniu moich własnych gatków i raczej na Skipkę albo Stellę z racji wąskości w talii. Ostatnio odkryłam, że kryją w sobie jeden mało przyjemny gratis - gdy przez roztargnienie zostawiłam je na Betty, nitki pofarbowały jej nóżki :<



Letnia sukienka. Uszyta ze skrawków z poszewki na pościel (tego stuffu u nas zawsze było pod dostatkiem, większość moich wczesnych prób krawieckich powstawała właśnie z tego), ramiączko z gumki. Względnie najbardziej udana kreacja ze wszystkich. Szyta na "dorosłą" lalkę typu Betka, dla mniejszych jest za długa.






Komplecik kamizelka plus spódniczka, z czarnego dżinsu (znowu resztki ze skróconych nogawek). O ile na zdjęciach wygląda względnie, o tyle w rzeczywistości jest toporny jak diabli. Po raz pierwszy próbowałam wszyć w cokolwiek rzepy, korzystając z samoprzylepnych okrągłych rzepików... które i tak trzeba było przydziergać nitką, bo klej nie trzymał xD Zdecydowanie zestaw zrobiony na Stellę, bo już na posiadającej minimalny biust Skipper kamizelka się nie dopina.


Spódniczka z dwóch zbłąkanych kawałków materiału, prawdopodobnie z jakiegoś starego płaszcza. Bez większego pomysłu. Dziecko myślało, że wystarczy zszyć dwa skrawki i już. Chociaż w sumie... jakby zakryć odstającą górę, to nawet fajnie mogłaby się prezentować.


I na koniec absolutny zwycięzca, którym zawojowałabym pełne dziwactw wybiegi domów mody. Nie wiadomo, co. Kamizelka? Gorsecik? Tak czy siak nawet na płaskiej jak deska Stelli z trudem się zapina. I w zasadzie nic nie kryje, tym bardziej, że się zsuwa, jeśli opuści się obie ręce. Ot, takie babadziwo z cyklu "przydatność zerowa, ale śmiesznie wygląda".

Więcej prób w tym stylu raczej nie było. Z robótek ręcznych, póki jeszcze się tym na bieżąco parałam, bardziej bawiły mnie patchworki i poduszki na szpilki, a jeszcze bardziej haftowanie. A potem... mi przeszło. Dopiero ostatnio po tych paru ładnych latach przerwy zabrałam się za kończenie przerwanej kiedyś świątecznej serwetki, więc kto wie - może znowu zabiorę się za ubranka? Teraz, gdy człowiek ma więcej wprawy i wykroje z Internetu, to i szanse na wydziubanie czegoś sensownego rosną.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Barbie Calendar 1995

To będzie post świąteczny. Bo przy świątecznych porządkach zawsze coś się znajdzie, a te fotki obiecywałam już od daaaawna.


Kalendarz Barbie sprzed niemal 20 lat, który trafił do mnie w niejasnych okolicznościach (no, ni cholery nie pamiętam, skąd go mam!), ale miał dla mnie wielką wartość zarówno dawniej, kiedy nie mogąc mieć tych wszystkich lalek cieszyłam się obrazkami, jak i teraz, kiedy jednak próbuję je zebrać. Tak, moja obecna wishlista znajduje się pod ewidentnym wpływem tego wydawnictwa :)

Tym razem, w przeciwieństwie do wrzucanych tu czasem katalogów, sfotografowałam wszystkie strony. Niestety skany nie wchodzą w rachubę - ten gigant mi się po prostu do skanera nie mieści...

Na okładce mamy śliczną Bubble Angel Barbie (1994), a na następnych stronach wcale nie gorsze plastikowe koleżanki!

Horse Riding Barbie (1994) - najpewniej nie sama, bo konik nie wchodził w skład tego zestawu.


Seria Tropical Splash (1995) - Skipper, Barbie, Ken i Kira/Marina


Seria Cut N'Style Barbie (1994) - Redhead, Blonde i Brunette


Seria Slumber Party (1994) - Teresa i Barbie


Butterfly Prince Ken i Butterfly Princess Barbie (1994)


Kelly/Shelly New Baby Sister of Barbie! Set (1994) - Barbie niestety nie kojarzę.


Seria Baywatch (1994) - Ken, Teresa i Barbie


Barbie Picnic Van (1995) - lalki zdaje się z przypadku, nie należały do zestawu.


Barbie Pop-up Playhouse (1995) - lalek nie kojarzę, niestety.


Barbie Horse Trailer (1993) - z lalkami jw.


Barbie Boutique (1995)


Seria Winter Sports (1994) - Ken, Midge i Barbie


Oko cieszą na zdjęciach nie tylko lalki, ale i dodatki czy detale. Te jarały mnie zawsze bardzo, a o kotku przestawionym przy Pop-Up Playhouse marzyłam do bólu - chociaż teraz z perspektywy czasu wiem, że nie ma pewności, czy on w ogóle należał do zestawu. A jest słodziutki.




Niektóre marzenia za to spełniają się po latach. Dzisiaj posiadam w mojej maleńkiej kolekcji jedną z przedstawionych na zdjęciach pań - Tropical Splash Barbie :)



Obecnie licytuję na Allegro inną lalę z tego kalendarza, niestety bez znacznej części dodatków, ale mam nadzieję, że jeśli ją zdobędę, to i drobiazgi dorwę kiedyś.

A reszta? Cóż, może wpadnie mi w ręce w przyszłości? Możecie mi tego życzyć na święta, jako i ja wam wszystkim życzę :D

sobota, 15 grudnia 2012

A mnie się marzy OOAK

Pod koniec ostatniego posta coś poburkiwałam na ten temat, to pomyślałam, że co mi szkodzi podzielić się nim w trochę szerszy sposób.
Otóż jakiś czas temu nabrałam ochotę na własną lalkę typu OOAK. One Of A Kind - tak się rozwija ten skrót i najogólniej mówiąc to taka lala po tuningu niekoniecznie zgodnym z jej oryginalnym wyglądem. Zbiera się dla niej nowy kostium, układa się jej nową fryzurę, niekiedy wszywa włosy zupełnie od początku, czasem od nowa maluje jej się twarz. Może to być jakaś "wygdybana" postać albo bohater filmu, który oficjalnej wersji lalkowej póki co się nie doczekał albo się doczekał brzydkiej. Naturalnie jestem zbyt leniwą istotą na rerooty i repainty, toteż wymyśliłam sobie, coby zmajstrować laleczkę opierając się tylko na zdobyciu odpowiedniego "trupka", skompletowaniu nowych ubrań i ewentualnym ułożeniu/ścięciu włosów. I oczywiście musiała być to postać filmowa. A właściwie serialowa, bo nie pierwszy raz na pole moich zainteresowań zabawkarskich wkradł się "Doktor Who".

Pierwotny pomysł zakładał przygotowanie lalkowej podobizny Zoe Herriot, towarzyszki Drugiego Doktora (druga połowa lat 60.), genialnej matematyczki z przyszłości. Bo śliczne toto dziewczę aż ząbki puchną.



Zoe Herriot, grana w serialu przez Wendy Padbury w latach 1968-69. Zdjęcia dzięki uprzejmości fantastycznej doktorowej strony Tragical History Tour.

Ze wszystkich strojów noszonych przez tę bohaterkę padło na najbardziej charakterystyczny - widoczny powyżej brokatowy kombinezon. Bo to tylko jedna część. Z butami też prosto. Jeszcze ewentualnie kwestia przesadzenia główki na jakieś mniej dorosłe ciałko (wszak Zoe ma tylko 16 lat) i byłoby gotowe.
Tylko, że tutaj zaczęły się schody. Dokonałam niezwykłego dość odkrycia, że znalezienie lalki typu Barbie będącej brunetką i nie będącej jednocześnie Murzynką/Hiszpanką/Azjatką jest trudną sprawą. To wykluczyło z zabawy dość pasującą 'American Indian' Barbie  (1995)...

Fotka podwędzona z figure-archive.net.

A jeśli nawet się trafi, to zdecydowanie nie jest podobna z twarzy - częściej niż względnie bliski oryginalnej buzi mold Superstar pojawiał się znienawidzony wręcz przeze mnie Generation Girl. Po paru poradach zasięgniętych u ludzi z lalkowego forum w puli kandydatek pojawiły się trzy inne lalki:

Disney V.I.P. Alex Russo - fotka z amazon.com.

Francie - fotka z Fashion Doll Guide.

Ostatnia trafiła do puli głównie ze względu na spostrzeżenie, iż skoro Zoe jest "vintage", to najlepiej pasowałaby do niej lalka również vintage. Z tym, że niestety te panienki są baaardzo drogie, nawet w stanie trupim. A lalka Alex jest na tyle nowa, że nie spotkałam się jeszcze z zużytymi egzemplarzami na serwisach aukcyjnych.
Namiętne poszukiwania po tychże dorzuciły kolejne panie, które mogłyby zostać potencjalną bazą:

Bliżej niezidentyfikowana lalkowa wersja Miley Stewart, czyli "cywilnej" wersji Hanny Montany, prawdopodobnie z 2008, sygnowana przez Disney - zdjęcie z ebay.com.

Pizza Party Courtney (1993) - zdjęcie ze strony Kattis Dolls.

Koniec końców postanowiłam się nastawić właśnie na ostatnią z nich wszystkich, Courtney - jedną z przyjaciółek Skipper. Tym samym rozwiązałby się problem zmiany ciałka. Niestety, towarzysze młodszej siostry Barbie nie wydają się być zbyt często występującymi lalkami...

W czasie wytrwałych poszukiwań odpowiedniego trupka pomyślałam sobie: "Hej, a może zastanowisz się nad inną bohaterką?". Stąd strzelił mi do głowy pomysł przygotowania lalki OOAK innej towarzyszki Doktora, a mianowicie jego wnuczki Susan.



Susan Foreman, grana w serialu przez Carole Ann Ford w latach 1963-64. Zdjęcia ponownie podwędzone z fantastycznej stronki Tragical History Tour.

Możecie mnie zabić - ale nie wiedzieć czemu coś mi strzeliło do głowy, że lalka Hay Lin z W.I.T.C.H. idealnie by się pod nią nadawała. Ale po znalezieniu zdjęć uświadomiłam sobie, że podobieństwo jest... no cóż, stosunkowo słabe. Ewentualnie jedna byłaby blisko.

Hay Lin "Trendy" ze stajni Giochi Preziosi, zdjęcie z ioffer.com.

Potem, przewaliwszy tony stron z ofertami na naszym Allegro, przyszło mi na myśl, że dobra by mogła być jakaś wersja Królewny Śnieżki. A jest ich trochę... Trafiłam na jedną i na pierwszy rzut oka zdawała się być dobra. Na drugi, trzeci i kolejne już trochę mniej.

Mattel Disney Snow White (1992), zdjęcie z ebay.com.

Koniec końców ten projekcik chwilowo zarzuciłam. Brałam pod uwagę również, że na niektórych innach zdjęciach Carole jako Susan przypomina vintage'ową Barbie Bubblecut, ale jej malunek twarzy jest w tym wypadku stanowczo zbyt wyrazisty jak na strachliwą kosmiczną piętnastolatkę.

Ze zniechęceniem spowodowanym takimi trudnościami ze znalezieniem dobrych brunetek pomyślałam: "A dobra, zrobię jakąś blondynkę!". Wybrałam Jo Grant, towarzyszkę Trzeciego Doktora.



Josephine "Jo" Grant, grana w serialu przez Katy Manning w latach 1971-73. Zdjęcia po raz kolejny prosto ze strony Tragical History Tour.

Teraz wydawało mi się, że już będzie zupełnie, zupełnie łatwo. Wszak sympatyczna Jo to blondynka o szerokim uśmiechu, zupełnie jak Barbie. Ale nie. Też jest trochę pod górkę. Kandydatki do OOAK znalazły się dwie, w tym jedna prawdopodobnie bardzo trudna do zdobycia.

Happy Birthday Barbie (1980), zdjęcie z ebay.com.

Soccer Barbie (1998), zdjęcie z ebay.com.

"Urodzinowa" wydaje się być niemal idealna (włosy wyglądają na jasny blond tylko na tym zdjęciu - lalka miała ponoć kilka wersji i ta ma odpowiednią, ciemniejszą czuprynkę), tylko fakt, gdzie ja taką dopadnę... Ale chyba się uprę i będę szukać. Bo nabrałam nieprawdopodobnej wręcz chęci na uszycie charakterystycznego, chociaż nieco kiczowatego kostiumu Jo z odcinka "The Three Doctors", a poza tym wypadałoby doprowadzić chociaż jeden pomysł do końca.

Eh, nawet takie "leniwe" OOAKi jak te moje nie są wcale takie proste!

Oczywiście gdyby komuś wpadł w łapki jakiś adekwatny trupek, byłoby mi cholernie miło, gdyby dał mi znać. Bo takie nadawanie nowej osobowości poniszczonej lalce to fascynująca sprawa. No właśnie. Poniszczonej. Bo część tych lalek jest do zdobycia, ale w stanie na tyle dobrym, że sumienie nie pozwalałoby mi ich przerabiać. Wyobraźcie to sobie zwłaszcza, że właściwie do każdego z moich pomysłów lalki musiałyby mieć ścinane włosy. A po co ścinać takie, które nie są nienadającymi się do odratowania kołtunami?

Dobra, napaplałam się, ulżyło mi, a co z tego wyniknie? No cóż, czas pokaże.