Tradycji musiało stać się zadość - kolejny rok z rzędu przynoszę masę zdjęć z mojej ulubionej wrześniowej jeleniogórskiej imprezy. Przy okazji też, jak się okazało, tym razem jedynej sensownej jeleniogórskiej imprezy, ale to już temat na ewentualną inną dyskusję na innym blogu.
Z góry przepraszam Astroni, której od tej ilości obrazków modem skiśnie - bo nawet po odrzuceniu tego, co niezabawkowe, zostało około 30 sztuk.
Niestety ponownie moje łowy były skromne. Piszę "ponownie", bo jakoś tak się składa, że od paru lat zawsze przynoszę tylko z Jarmarku tylko jedną rzecz, podczas gdy niegdyś bywało tego znacznie więcej. W tym roku skończyło się na klasycznym, malutkim wydaniu "Bromby i innych" Macieja Wojtyszki, które w przeciwieństwie do reedycji przed paru lat a) da się włożyć do torebki, b) ma ładne ilustracje.
Lalkowo... raczej nuda. Głównie współczesne Barbie, trochę Disneyowskich księżniczek, czasem jakaś Monsterka, a najwięcej to i tak klonów xD Trudno jednak spodziewać się czegoś innego po dzieciach wyprzedających niepotrzebne rzeczy. Gdzieś mignęła mi Steffi starszego typu, ale że to nie moje poletko zainteresowań, pozostała na straganie. U kogoś innego widziałam nowszą Baśkę wciśniętą w sukienkę od Totally Hair Barbie i chociaż początkowo zrezygnowałam - bo kiecka jedna z fajniejszych, ale po co mi reszta - po jakimś czasie zdecydowałam się wrócić i zaproponować kupienie samego wdzianka za cenę lalki (każdy by na to poszedł, dam głowę, że każdy), ale młodych sprzedających już nie zastałam. No cóż, no cóż, no cóż. Jak to mawiają - takie lajf.