niedziela, 19 lipca 2015

Barter

Zdarzyło mi się rozpływać tutaj nad paroma wrocławskimi lumpeksami, ale nad tym, w którym wydobyłam między innymi bohaterkę tego wpisu chyba nie. A na pewno nie pod kątem lalkowym i te pe, bo tam zazwyczaj takich fantów po prostu nie było. Aż tu pewnego dnia wchodzę i wita mnie napis o wielkiej dostawie zabawek, zaś w głębi kilka wielkich koszy dobra zamiast zwyczajowego jednego. Czułam, że coś tam muszę znaleźć, po prostu muszę. No i znalazłam.

Najbardziej chyba uderzyła mnie duża ilość smakowitych lalek nie-baśkowych. Tutaj jakaś starsza Steffi, tutaj zacnie wyglądające kloniki, tu cała masa regionalek. Wszelkich innych rzeczy też nie brakowało, ale to... jakoś mi się tak spodobało.


A oto i moje łupy. Dwie rzeczy były dla mnie oczywiste od samego początku: Håkon, czyli maskotka igrzysk zimowych w Lillahammer w 1994 roku i kucyk, już na pierwszy rzut oka przypisany do pierwszej generacji, a po krótkim rozeznaniu rozpoznany jako Trickles. Lala pośrodku... no cóż. Podświadomie wyczułam, że musi pochodzić ze znacznie wcześniejszego okresu niż z ostatniej dekady, a już zupełnie dosłownie, że jest naprawdę porządnie wykonana. Najpierw odłożyłam ją z powrotem, stwierdziwszy, że przecież nie mam miejsca i nie mogę zbierać wszystkiego. Po dłuższej chwili wróciłam. Ta buzia za bardzo mi się spodobała.




Poza mocno wysuszonymi i napuszonymi włosami panna była w bardzo dobrej kondycji. Tak, jak już wspomniałam, to nie mógł być zwykły ot, klonik. Solidne ciałko, gumowe nogi i ręce, wszystkie łączenia jak trzeba... Miałam niejasne wrażenie, że gdzieś musiałam ją widzieć na zdjęciach w Sieci. Kluczem okazała się być sygnatura z tyłu głowy, na którą zwróciłam uwagę dopiero po sugestii kogoś z lalkowego forum.


Tajemnicza blondyna okazała się być jednym z produktów firmy Barter, kolejną totalnie nieopisaną w Internetach fashion doll z lat 90. Próbując znaleźć cokolwiek na jej temat, dokopałam się tylko do paru anglosaskich aukcji i... kilku zaprzyjaźnionych blogów xD No cóż. Wygląda na to, że musimy zostać pionierami.


Zarówno lalkę, jak i ubranko posłałam na konkretne spa. Na szczęście okazało się, że plamy na bluzce i sukience nie były zbyt uporczywe.
Po wszystkim Barterka wyglądała tak:


Włosów do stanu idealnego przywrócić się nie dało, ale i tak efekt finalny jest bardzo okej. Kiedy nie są chaotycznym wiechciem, od razu zwraca się uwagę na detale lalki. Aż się chce powtórzyć, że tak, to nie jest jakiś byle jaki klonik, poza czupryną panna od Bartera niewiele ustępuje ówczesnym produktom Mattela.




Kostiumik, w którym wydobyłam ją z kosza, chociaż również bardzo porządnie wykonany, nie skojarzył mi się z baśkowymi ubrankami. Ale dość prędko uświadomiono mi, jak bardzo się mylę - to jeden ze strojów z serii Picnic Pretty Fashions (1994).

Fotka pożyczona stąd. Jak widać brakuje mi wszystkiego oprócz ubranka.

Całość wymagała jedynie obcięcia paru wystających nitek i przyszycia guzików na nowo. Co, o dziwo, udało mi się, pomimo że jestem krawieckim antytalentem. Można? Można.



No cóż, tak z przypadkowego zakupu lala stała się powodem, dla którego postanowiłam się pozbyć Songbird Barbie i być może jeszcze jakiegoś odratowanego trupka. Zazwyczaj staram się względnie sztywno trzymać mojej wishlisty, ale są takie rzeczy na niebie i ziemi, które temu spisowi się nawet nie śniły, a które mimo to warto posiadać. Barterka właśnie jest czymś w tym stylu.





Trudno jest nie ulec tej uroczej buźce, zwłaszcza widzianej na żywo. A że włosy... cóż. Nobody's perfect. Zresztą to zawsze można zmienić, a twarzyczka i inne takie zostają. Chyba, że się dokona mocnego rebootu... ale nie mówmy o dewiacji, cytując Artura A. :P




A pozostałe łupy? Stoją w kolejce do spa i do obfocenia. Co zapewne nastąpi niedługo, bo wakacje są, czasu dużo, tylko chęci trzeba wygrzebać. Liczę po cichu na to, że tych mi nie zabraknie. Tylko niech się te upały skończą, bo nie służą ani mi ani mojej elektronice. Co najwyżej suszeniu się odszczurzonych rzeczy.

13 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa panienka i pewnie rzadko u nas można ją spotkać, więc wielkie gratulacje. Szkoda, że nie miała własnego ubranka. A mnie mój ulubiony lumpek zamknęli i obawiam się, że nie prędko trafi mi się cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Urocza panna, a pyszczek wydaje się być znajomy, choć o tej firmie pierwszy raz słyszę. Ale nie jest taka anonimowa - trafiłam na Flickrze na to:
    https://www.flickr.com/photos/21728682@N07/5377924339/in/photolist-9cegxr-bvd7Wz-ssLExE-bziKKg-qMJ5Fk-denehY-a6aDU1-e39NCh-etGZrX-83egE1-9UuZQ6-9UxQ39-9UuZZg-caG7FN-9UuZBi-np7se6-9UxPLq-p4Gk2h-7vadh2-a69V72-5gK7hq-ehxPwX-qC1eXE-dWPMzE-ripn2b-s8B5JL-rGdZn7-4oyM5J-3uvapn-yoBtx-9UuZJt-3uzMV5-3uzNb3-3uzNhG-3uzN1A-a85jHG-a7QzRq-6r29Nq-9UxPYy-o34vsc-ruTpoc-6Hz7F9-9UxPEE-7ve373-rqc8Hg-9UxPSh-ehxPqc-9x28nT-vab2HY-5pG2Bu

    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też trafiłam na te zdjęcia, ale nie da się ukryć, że to bardziej nakręca wątpliwości niż je rozwiewa ;)

      Usuń
  3. Hyhy, blondyna z zaraźliwym uśmiechem. Nawet trochę ... jokerowskim ?!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa lalka, porządnie zrobiona i właściwie niezniszczona. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo tęsknię za kucami, dopóki nie zobaczyłam go u ciebie. Zaczep mnie na blogu ws. Songbird, ok?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie warto posiadać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam Barterkę , czeka na swoją kolejkę żeby zaistnieć na blogu .
    Ślicznie swoją ubrałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam tę lalkę:) Moja ma włosy do samego pasa:) Pięknie się twój nabytek w tym kostiumiku prezentuje:)

    OdpowiedzUsuń
  8. jakie ciekawskie ubranko Wam się trafiło!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie widziałam tak ładnej sukieneczki u lalki... Zazwyczaj ładnie wykonane są tylko rozbuchane sukienki, a tutaj - tak prosto, a jednocześnie tyle szczegółów... Ślicznie panienka w niej wygląda, tak naturalnie, niewinnie, zwłaszcza z tą buzią! Coś niesamowitego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o ubranka, to stary Mattel=dobry Mattel, zdecydowanie :D

      Usuń
  10. Przypomina Dianę - zarówno z buzi, jak i z ciała ;) Diana miała właśnie takie gumowe dość elastyczne nogi, a resztę raczej z twardszego plastiku.

    OdpowiedzUsuń